Spread the love

Wszyscy czujemy, że wojna nigdy nie może być dobra sama w sobie. Jest zawsze złem, nawet jeśli bywa uznawana za moralnie dopuszczalną. Koncepcja tzw. wojny sprawiedliwej, rozwijana od św. Augustyna
i św. Tomasza, określa, pod jakimi warunkami użycie siły zbrojnej może zostać moralnie usprawiedliwione. Należą do nich m.in. słuszna przyczyna (np. obrona przed agresją), decyzja legalnej władzy, proporcjonalność środków oraz realna szansa na przywrócenie sprawiedliwego pokoju. Dla Akwinaty celem wojny sprawiedliwej jest bowiem usunięcie niesprawiedliwości i przywrócenie pokoju.
Wojna taka ma charakter obronny, a nie ekspansywny. Nawet jeśli strona broniąca się używa siły, jej celem nie jest zagłada wrogów, lecz powstrzymanie niesprawiedliwej agresji oraz ochrona niewinnych. Św. Augustyn pisze: „Nie pragnienie wyrządzania szkody, nie okrucieństwo zemsty, lecz dążenie do pokoju usprawiedliwia wojnę”.

Obrona ojczyzny i walka z oprawcą nie sprzeniewierzają się miłości bliźniego. Naszym bliźnim jest zaś także ten, kto stoi po drugiej stronie frontu. Przytoczę tu historię, którą niedawno poznałem,
a bardzo mnie poruszyła.
W Wigilię 1914 roku, na sugestię papieża Benedykta XV, miało dojść do oficjalnego rozejmu między aliantami a Niemcami. Mimo że propozycja nie spodobała się dowódcom, żołnierze na froncie zachodnim – głównie Niemcy i Brytyjczycy – zaczęli śpiewać kolędy, opuścili okopy i podali ręce swoim wrogom. Wymieniali się papierosami, czekoladkami, grali w piłkę i grzebali poległych, celebrując Boże Narodzenie. Spotkanie to ukazało piękno ludzkiej solidarności oraz dowiodło, że nawet w czasie wojny przeciwnicy są naszymi bliźnimi.
Ostatecznym celem wojny nie jest przecież zwycięstwo militarne, lecz sprawiedliwy pokój. „Pokój jest celem wojny, a nie wojna celem pokoju”, jak pisze św. Augustyn. Pokój zaś nie oznacza jedynie braku działań zbrojnych, ale porządek oparty na prawdzie, sprawiedliwości i poszanowaniu godności człowieka.
Czasami bowiem okazuje się, że państwo nieuwikłane w wojnę gwałci prawa człowieka i wprowadza totalitarny reżim. Nie jest to sytuacja, którą uznalibyśmy za pożądaną. Czy w takim wypadku obowiązkiem nie staje się sprzeciw i rewolucja?

Zapewne tak – ale nigdy przez przemoc i śmierć. Przemoc bowiem, nawet uznana za moralnie dopuszczalną, pozostaje zawsze porażką ludzkości. Walka musi iść w parze z nieustannym wysiłkiem na rzecz dialogu i pojednania, aby zapobiec eskalacji zniszczeń.

Łatwo jednak mówić o pokoju z kanapy, trudniej, gdy na głowę spadają rakiety. Wojna na Ukrainie jest przykładem agresji jednego państwa przeciwko drugiemu. Narusza ona nie tylko suwerenność strony zaatakowanej, lecz także prawo międzynarodowe i podstawowe zasady sprawiedliwości. Obrona Ukrainy może być więc interpretowana w kategoriach obrony koniecznej. Państwo ma w takim wypadku obowiązek chronienia ludności cywilnej oraz minimalizowania strat. Musi się bronić sposobami godziwymi, choćby były one nieco mniej skuteczne. Cel bowiem nigdy nie uświęca środków!
Inaczej, choć równie dramatycznie, wygląda sytuacja w Strefie Gazy. Trwający tam konflikt obciąża długa historia wzajemnych krzywd i nienawiści. Cierpi przede wszystkim ludność cywilna, często wykorzystywana jako narzędzie walki.
W takich realiach łatwo zatracić moralne kryteria i usprawiedliwiać przemoc logiką odwetu lub interesu.
Chrześcijańska ocena takich konfliktów zawsze musi stawiać pytanie o niewinnych, o proporcjonalność działań wojennych do wyrządzonych krzywd i o wolę budowania pokoju w osobach odpowiedzialnych za wojnę. Myślę, że warto pochylić się w tym miejscu nad fragmentem Katechizmu, który zawiera wielką mądrość: „Nie wystarczy ślepe posłuszeństwo, by usprawiedliwić tych, którzy się im podporządkowują. Zagłada ludu, narodu czy mniejszości etnicznej powinna być potępiona jako grzech śmiertelny. Istnieje moralny obowiązek stawiania oporu rozkazom, które nakazują ludobójstwo” (KKK 2313).

Sprawiedliwa wojna, obrona kraju, powstrzymanie reżimu to niewątpliwie palące sprawy. Jak to raz ujął wykładowca teologii moralnej: „Pewne problemy nie mają dobrych rozwiązań”. Świata nie zmienimy, bo nie mamy mocy, by usunąć z niego grzech. Nie jesteśmy władcami, nie mamy pod sobą państw. Możemy się modlić za rządzących, aby podejmowali właściwe decyzje, a sami żyć według Ewangelii. „Jeżeli to możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w pokoju ze wszystkimi ludźmi” (Rz 12,18). Za pointę przyjmijmywięc słowa św. Jana Pawła II: „Wojna jest zawsze porażką ludzkości” oraz „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia”. ■

← Wstecz

Twoja wiadomość została wysłana

Ocena(wymagane)

Kategorie: Artykuły