
Patriotyzm jest postawą miłości wobec własnej ojczyzny, rozumianej nie tylko jako terytorium, ale jako wspólnota ludzi, historia, kultura, język i wartości. Nie jest to emocjonalne uniesienie ani ślepy nacjonalizm, lecz dojrzała odpowiedzialność za dobro wspólne. Na czym jednak polega owa odpowiedzialność, gdy krajowi zagraża agresor?
Dla Jana Pawła II „patriotyzm to umiłowanie tego, co ojczyste, bez naruszania praw innych narodów”. W tradycji chrześcijańskiej wyrasta on z czwartego przykazania („Czcij ojca swego i matkę swoją), które w szerszym sensie obejmuje także szacunek wobec własnej wspólnoty.
Z miłości do ojczyzny wynika obowiązek troski o jej dobro, a także gotowość do jej obrony. Obrona kraju nie jest sprzeczna z Ewangelią. Sam Jezus powiedział: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Kościół katolicki jasno naucza, że władza ma prawo – czasem wręcz obowiązek – bronić obywateli przed niesprawiedliwą agresją: „Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie innych” (KKK 2265). Jak zasada obrony koniecznej ma się do przykazania „Nie zabijaj”? Katechizm odpowiada nam na to pytanie słowami św. Tomasza z Akwinu: „Uprawniona obrona osób i społeczności nie jest wyjątkiem od zakazu zabijania niewinnego człowieka, czyli dobrowolnego zabójstwa. Z samoobrony może wyniknąć dwojaki skutek: zachowanie własnego życia oraz zabójstwo napastnika. Pierwszy [skutek jest] zamierzony, a drugi niezamierzony” (KKK 2263).
Wojna sprawiedliwa?
Wszyscy czujemy, że wojna nigdy nie może być dobra sama w sobie. Jest zawsze złem, nawet jeśli bywa uznawana za moralnie dopuszczalną. Koncepcja tzw. wojny sprawiedliwej, rozwijana od św. Augustyna
i św. Tomasza, określa, pod jakimi warunkami użycie siły zbrojnej może zostać moralnie usprawiedliwione. Należą do nich m.in. słuszna przyczyna (np. obrona przed agresją), decyzja legalnej władzy, proporcjonalność środków oraz realna szansa na przywrócenie sprawiedliwego pokoju. Dla Akwinaty celem wojny sprawiedliwej jest bowiem usunięcie niesprawiedliwości i przywrócenie pokoju.
Wojna taka ma charakter obronny, a nie ekspansywny. Nawet jeśli strona broniąca się używa siły, jej celem nie jest zagłada wrogów, lecz powstrzymanie niesprawiedliwej agresji oraz ochrona niewinnych. Św. Augustyn pisze: „Nie pragnienie wyrządzania szkody, nie okrucieństwo zemsty, lecz dążenie do pokoju usprawiedliwia wojnę”.
Kolęda zamiast przemocy
Obrona ojczyzny i walka z oprawcą nie sprzeniewierzają się miłości bliźniego. Naszym bliźnim jest zaś także ten, kto stoi po drugiej stronie frontu. Przytoczę tu historię, którą niedawno poznałem,
a bardzo mnie poruszyła.
W Wigilię 1914 roku, na sugestię papieża Benedykta XV, miało dojść do oficjalnego rozejmu między aliantami a Niemcami. Mimo że propozycja nie spodobała się dowódcom, żołnierze na froncie zachodnim – głównie Niemcy i Brytyjczycy – zaczęli śpiewać kolędy, opuścili okopy i podali ręce swoim wrogom. Wymieniali się papierosami, czekoladkami, grali w piłkę i grzebali poległych, celebrując Boże Narodzenie. Spotkanie to ukazało piękno ludzkiej solidarności oraz dowiodło, że nawet w czasie wojny przeciwnicy są naszymi bliźnimi.
Ostatecznym celem wojny nie jest przecież zwycięstwo militarne, lecz sprawiedliwy pokój. „Pokój jest celem wojny, a nie wojna celem pokoju”, jak pisze św. Augustyn. Pokój zaś nie oznacza jedynie braku działań zbrojnych, ale porządek oparty na prawdzie, sprawiedliwości i poszanowaniu godności człowieka.
Czasami bowiem okazuje się, że państwo nieuwikłane w wojnę gwałci prawa człowieka i wprowadza totalitarny reżim. Nie jest to sytuacja, którą uznalibyśmy za pożądaną. Czy w takim wypadku obowiązkiem nie staje się sprzeciw i rewolucja?
Święty Augustyn pisze:
Nie pragnienie wyrządzania szkody,
nie okrucieństwo zemsty,
lecz dążenie do pokoju usprawiedliwia wojnę.
Zapewne tak – ale nigdy przez przemoc i śmierć. Przemoc bowiem, nawet uznana za moralnie dopuszczalną, pozostaje zawsze porażką ludzkości. Walka musi iść w parze z nieustannym wysiłkiem na rzecz dialogu i pojednania, aby zapobiec eskalacji zniszczeń.
Cierpienie Ukrainy i Ziemi Świętej
Łatwo jednak mówić o pokoju z kanapy, trudniej, gdy na głowę spadają rakiety. Wojna na Ukrainie jest przykładem agresji jednego państwa przeciwko drugiemu. Narusza ona nie tylko suwerenność strony zaatakowanej, lecz także prawo międzynarodowe i podstawowe zasady sprawiedliwości. Obrona Ukrainy może być więc interpretowana w kategoriach obrony koniecznej. Państwo ma w takim wypadku obowiązek chronienia ludności cywilnej oraz minimalizowania strat. Musi się bronić sposobami godziwymi, choćby były one nieco mniej skuteczne. Cel bowiem nigdy nie uświęca środków!
Inaczej, choć równie dramatycznie, wygląda sytuacja w Strefie Gazy. Trwający tam konflikt obciąża długa historia wzajemnych krzywd i nienawiści. Cierpi przede wszystkim ludność cywilna, często wykorzystywana jako narzędzie walki.
W takich realiach łatwo zatracić moralne kryteria i usprawiedliwiać przemoc logiką odwetu lub interesu.
Chrześcijańska ocena takich konfliktów zawsze musi stawiać pytanie o niewinnych, o proporcjonalność działań wojennych do wyrządzonych krzywd i o wolę budowania pokoju w osobach odpowiedzialnych za wojnę. Myślę, że warto pochylić się w tym miejscu nad fragmentem Katechizmu, który zawiera wielką mądrość: „Nie wystarczy ślepe posłuszeństwo, by usprawiedliwić tych, którzy się im podporządkowują. Zagłada ludu, narodu czy mniejszości etnicznej powinna być potępiona jako grzech śmiertelny. Istnieje moralny obowiązek stawiania oporu rozkazom, które nakazują ludobójstwo” (KKK 2313).
O ile to od nas zależy…
Sprawiedliwa wojna, obrona kraju, powstrzymanie reżimu to niewątpliwie palące sprawy. Jak to raz ujął wykładowca teologii moralnej: „Pewne problemy nie mają dobrych rozwiązań”. Świata nie zmienimy, bo nie mamy mocy, by usunąć z niego grzech. Nie jesteśmy władcami, nie mamy pod sobą państw. Możemy się modlić za rządzących, aby podejmowali właściwe decyzje, a sami żyć według Ewangelii. „Jeżeli to możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w pokoju ze wszystkimi ludźmi” (Rz 12,18). Za pointę przyjmijmywięc słowa św. Jana Pawła II: „Wojna jest zawsze porażką ludzkości” oraz „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia”. ■