Spread the love

Boom we Francji

Patrząc na Europę, dostrzegamy liczne nurty dechrystianizacyjne. Coraz mniej osób ma cokolwiek do czynienia z wiarą w Chrystusa. W samych Niemczech, gwoli przykładu, w minionym roku kolejne 300 tysięcy osób porzuciło wiarę.
Na taką sytuację składa się z pewnością wiele czynników, w tym ogromny dobrobyt krajów europejskich. Tak to już jest często, iż kiedy człowiek ma wszystko, czego zapragnie – szczególnie w sferze rzeczy materialnych – wtedy zdaje mu się, że jest samowystarczalnym panem wszelkiego stworzenia. W swoim sercu może pomyśleć nierzadko: „Po co mi jakaś wiara, jakieś normy moralne? Zobaczcie, oto sam doszedłem do swojego sukcesu ekonomicznego; nikt mi nie pomagał, nikogo zatem nie potrzebuję!”.
Postawa taka wiedzie oczywiście do odrzucenia Boga, a także wskazań, które pozostawił nam On z myślą o naszym prawdziwym szczęściu. W ten sposób, niestety, przemijające dobra potrafią zaślepić ludzki wzrok.

Na tle wszechobecnego kryzysu krajów niegdyś chrześcijańskich jawi się jednak iskra nadziei w postaci Francji, której mieszkańcy z wolna wracają do wiary, a nowe formy ewangelizacji zaczynają wydawać owoce.
Mowa nade wszystko o małych, ale prężnych i gorliwych wspólnotach głoszących Dobrą Nowinę o zbawieniu w Jezusie. Grupy te gromadzą prawdziwych komandosów Bożych, którzy są chrześcijanami nie tyle z nazwy, ale z krwi i kości, z przekonania i życia.
Kwintesencją powolnego, acz zauważalnego przebudzenia Francuzów jest wzrost liczby chrztów. W 2015 roku we Francji chrzest przyjęło 3900 dorosłych. Rok później liczba ta wynosiła 4124, a w 2017 r. były to już 4503 osoby. Przez kolejne lata liczba neofitów utrzymywała się na podobnym poziomie. W 2024 r. ochrzczono jednak aż 7135 dorosłych, a w ubiegłoroczną Wielkanoc – już 10 384 osoby. Wszelkim przewidywaniom wymknął się natomiast rok bieżący. Tym razem do sakramentu chrztu przystąpiło 21 386 mieszkańców Francji.
Dodatkowym powodem do optymizmu jest fakt, iż większość neofitów stanowią osoby w wieku 18–25 lat. Pokazuje to, że nawet człowiek młody, mający do dyspozycji wiele uciech światowych, może zwrócić się do Chrystusa, o ile tylko zechce otworzyć przed nim swoje serce. Ciekawość budzą również głosy tychże młodych wyrażone w przedłożonej im ankiecie. Mówili oni, że głównym czynnikiem ich nawrócenia do Boga były trudne wydarzenia życiowe. Tak sądziło 40% ankietowanych, zaś kolejne 34% wyznało, iż ich decyzja o wstąpieniu do Kościoła stanowi efekt poszukiwań sensu życia.
Jasno widzimy zatem, że pustki egzystencjalnej w sercu człowieka nie może realnie wypełnić nikt i nic. Można cieszyć się rodziną, licznymi przyjaźniami czy innymi relacjami międzyludzkimi, a tak naprawdę pozostawać samotnym. Sprawdzają się tu słowa św. Jana Pawła II, który mówił, że człowiek bez Chrystusa nie jest w stanie zrozumieć, kim tak naprawdę jest oraz po co i dlaczego żyje. Na te wszystkie pytania odpowiedzią jest jedynie Jezus Chrystus.

Na przykładzie Francuzów widać wyraźnie, że liberalne podejście do wiary ma swój kres. Prowadzi na krawędź dylematu: albo zaufam Bogu, albo pogrążę się w absurdalności ludzkiego życia. Po co bowiem żyć, po co się starać, po co wreszcie bronić swej ponoć nieograniczonej wolności, skoro to wszystko się skończy? Przykładem takiej postawy był niegdyś znany filozof Jean-Paul Sartre, który głosił, że wszystko tak naprawdę jest bezsensowne i bezcelowe. Cóż, możemy się z nim zgodzić: bez wiary w Boga, bez Jezusa zaiste nie ma sensu ludzkie życie.


Kiedy jednak do naszego życia zaprosimy Jezusa, wtedy nabiera ono znaczenia. Wiemy wtedy, że nasza egzystencja nigdy się nie zakończy; owszem, zmieni się po śmierci, ale bynajmniej nie skończy. Nasze relacje rodzinne, pełne miłości, przetrwają, a nawet zostaną udoskonalone w niebie, gdzie nie będzie już zła, grzechu ani śmierci.
Wszystko to można jednak dostrzec tylko z perspektywy wiary. W przeciwnym wypadku zostaniemy na duchowym pustkowiu, skazani na smutek i powolne umieranie.

Kolejne 32% przebadanych francuskich neofitów wskazało, że sam Bóg wtargnął w ich życie, tak iż postanowili oni odpowiedzieć na Jego wezwanie. Bogu chwała za nadzwyczajne działanie Jego łaski, jednakże wiemy dobrze, że ona bez ludzkiej odpowiedzi przeszyłaby tylko próżnię. Człowiek w swojej wolności zawsze ma wybór. Nigdy nie jest do wiary przymuszony. Pan zaprasza, daje znaki, interweniuje, ale nigdy nie zmusza. Najlepszym opisem tej sytuacji będą słowa Abrahama do bogacza, który w przypowieści ewangelicznej chciał, aby ten przestrzegł jego braci przed kaźnią. Patriarcha na to odrzekł: „Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16,31). Człowiek, w istocie, jeżeli sam nie zechce uwierzyć Bogu, zawsze znajdzie sobie wymówkę. Łaska więc zawsze musi spotkać się z pozytywną odpowiedzią wolnego człowieka.
Niemałą zapewne rolę w przebudzeniu Francuzów miał wyświetlany niedawno w polskich kinach film o Najświętszym Sercu Jezusa. Film ten, mimo głosów sprzeciwu wobec jego promocji, obejrzało nad Sekwaną blisko pół miliona widzów. Opowiada on o objawieniach Pana Jezusa, jakie w XVII wieku otrzymała św. Małgorzata Maria Alacoque. Wizje te po zatwierdzeniu przez Kościół stały się fundamentem nabożeństwa pierwszopiątkowego, w którym wierni przez dziewięć miesięcy – w pierwsze piątki miesiąca – przyjmują Komunię świętą, aby wynagrodzić Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za wszelkie grzechy, które to Boskie Serce ranią.

Francja jest wspaniałym przykładem ewangelizacji dla innych krajów, w tym również dla Polski. Od razu nasuwa mi się myśl, że wystarczy proste świadectwo katolika, który gorąco wierzy Jezusowi i żyje z Nim na co dzień, już dziś radując się przyszłą chwałą nieba. Ankiety Francuzów pokazują, że czasem być może wystarczy tylko kogoś zapytać: Hej, naprawdę jesteś szczęśliwy? Masz wiele rzeczy: domy, samochody, wycieczki zagraniczne – ale czy masz w sercu radość i pokój?
Jeśli nie, to wiedz, że jest Ktoś, kto chce Cię tym obdarować. Zaproś Jezusa teraz do swojego życia i w sercu zawołaj do Niego: „Chcę Cię poznać i pokochać, Jezu!” A On odpowie. ■

Ocena: 1 na 5.

Kategorie: Artykuły