
o ŚWIĘTA DUSZO! Celebracja przejścia św. franciszka
Grupka zakonników ze świecami w ręku, zgromadzona przy bocznym ołtarzu w ciemnym kościele, śpiewa po łacinie Salve, Sancte Pater… Obraz niemal jak ze średniowiecznych opisów albo naszych wyobrażeń o tamtych czasach. A jednak także dziś są miejsca i dni, w których można wziąć udział w podobnym wydarzeniu. Jednym z nich jest franciszkańskie nabożeństwo Transitus obchodzone w wigilię uroczystości św. Franciszka.
Od błogosławionej śmierci św. Franciszka z Asyżu mija już osiemset lat. Jego duchowi synowie od wieków uroczyście obchodzą dzień jego narodzin dla nieba 4 października, wspominając go w liturgii. Sam zaś Franciszek zmarł wieczorem 3 października. Prawdopodobnie dlatego na przełomie XVII i XVIII w. zaczęto propagować nabożeństwo sprawowane w przeddzień liturgicznego wspomnienia Świętego. Miało ono przywoływać i uobecniać ostatnie chwile życia Asyżanina.
W kolejnych latach zaczęto je dodawać do nowych wydań brewiarza, jednak nadal jako li tylko dodatkowy rytuał. W wieku dziewiętnastym Transitus (łac. „przejście”) nabrał znaczenia dla całego Zakonu, a sprawowano go według wspólnego wzorca łacińskiego. W początkach XX w. pojawiły się pierwsze edycje w językach narodowych. Upowszechniły się one jednak dopiero po II Soborze Watykańskim, gdy celebracja przyjęła w Kościele rozmaite formy zatwierdzane dla poszczególnych regionów.
Na wzór Eucharystii
Choć całe nabożeństwo w różnych częściach świata składa się z odmiennych elementów, posiada pewne stałe części, mające odzwierciedlać ostatnie momenty ziemskiego życia Patriarchy. Cennym źródłem, dzięki któremu możemy te chwile odtworzyć, jest relacja Franciszkowego biografa, br. Tomasza z Celano. Ukazuje ona śmierć Franciszka jako liturgię, gdyż zachodzą w niej wszystkie najważniejsze momenty Mszy Świętej: zgromadzenie braci, śpiew hymnów i psalmów, akt pokuty, odczytanie Ewangelii, a wreszcie ofiara z życia.
Opis śmierci Franciszka stał się z tego względu nieodzownym punktem odniesienia dla celebracji Transitus. Nabożeństwo to nie ma bowiem być jedynie wspomnieniem historycznego wydarzenia, ale próbą duchowego wejścia w tajemnicę przejścia św. Franciszka do Ojca.
Wołanie nadziei
Pierwszym elementem nabożeństwa jest zgromadzenie tych, którzy miłują św. Franciszka: braci i sióstr
z trzech zakonów franciszkańskich, ale także wszystkich związanych z duchowością Biedaczyny. Zebrani wyśpiewują pieśń chwały, jak chciał tego Franciszek przy swojej śmierci. Często pieśnią tą są hymny na cześć świętego: Już ziemię okrył nocy cień czy Witaj, Ojcze ukochany. Pierwszy opowiada o ostatnich momentach życia Asyżanina, drugi zaś wzywa jego orędownictwa u Boga.
Kolejny etap stanowi Psalm 142. Jak bowiem mówi br. Tomasz z Celano, sam Biedaczyna „w rozradowaniu ducha, z powodu bliskiej śmierci, a raczej bliskiego w niej żywota, […] jak tylko mógł, zaintonował psalm Dawidowy: «Na głos wołam do Pana, głośno Pana błagam»” (1 Cel 109). Psalm ten ukazuje człowieka opuszczonego, który zmaga się z trudnościami, nie tracąc wszakże wiary w Bożą obecność i pomoc.
Święty Franciszek świadom był swej grzeszności i wiedział, że tylko w Bogu należy pokładać nadzieję, zwłaszcza tę dotyczącą życia wiecznego. Nie ufał swojej świętości, nie liczył na własne czyny. Wolał
powtarzać: „Bracia, zacznijmy służyć Panu Bogu, ponieważ dotychczas prawie niceśmy nie postąpili albo bardzo niewiele” (1 Cel 103).
Z ziemi do nieba
Franciszek, dla którego słowo Boże miało wartość najwyższą i który według Ewangelii ułożył swoje życie, w obliczu swej śmierci poprosił braci o odczytanie fragmentu Ewangelii według św. Jana. Zaczynał się on słowami: „Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował…” (J 13,1). Urywek ten, w którym Jezus obmywa nogi uczniom, wskazuje na Jego miłość i pokorę. Poverello jednak także swoją śmiercią chciał upodobnić się do Chrystusa. Kazał zatem ogołocić się z szat i położyć na ziemi.
W niektórych regionach świata podczas Transitus nawiązuje się również do tego właśnie motywu.
Na podłodze układa się wtedy habit jako symbol Franciszka, a czasem jeden z braci, który w całym dramacie odgrywa rolę Świętego, osobiście kładzie się na posadzkę.
W trakcie nabożeństwa wykonuje się też nierzadko średniowieczną antyfonę: „O święta duszo, na Twoje spotkanie wychodzą wszyscy mieszkańcy nieba, Aniołowie się weselą, a Najchwalebniejsza Trójca zaprasza ciebie: Pozostań z nami na wieki!” Modlitwa ta przypomina o wielkiej godności, jaką cieszy się już św. Franciszek, ale także o naszym celu, jakim jest przebywanie w niebie z Bogiem, który nas zaprasza i pragnie.
W trakcie nabożeństwa odmawiane są także różne modlitwy. Niektóre mają pochodzenie liturgiczne (szczególnie te zaczynające się od słów Módlmy się), inne z kolei zawdzięczamy samemu św. Franciszkowi. Teksty te, ukazując duchowość samego Biedaczyny, wiodą zarazem uczestników nabożeństwa do pójścia jego śladem za wezwaniem Ewangelii.
Lekcja, ale nie historii
Ostatnim akcentem celebracji jest błogosławieństwo, którego słowa są zaczerpnięte z Księgi Liczb. Nimi to Franciszek swego czasu błogosławił brata Leona: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6, 24-26).
Różne tradycje obchodzenia tego nabożeństwa ukazują bogactwo franciszkańskiej duchowości i wielość sposobów przeżywania tajemnicy śmierci Biedaczyny. Oto żałobna trwoga towarzyszy Świętego – „Nie odchodź, Ojcze, jeszcze czas!” – łączy się tutaj z triumfalną pieśnią Kościoła naszych czasów: „Ojcze ubogich, który już w niebie cieszysz się wiecznej chwały skarbami, z wielką ufnością błagamy Ciebie: Święty Franciszku, módl się za nami!”.
Nie jest więc nasza celebracja wspomnieniem zamierzchłej przeszłości. To raczej stale aktualna lekcja „przechodzenia” od lęku przed odejściem do nadziei życia wiecznego oraz od smutku rozstania do aktu wiary w świętych obcowanie. ■